Masthead header

Referencja roku

Jako że w każdym poście jest przewaga zdjęć nad tekstem dziś będzie dokładnie odwrotnie a to za sprawą “Referencji roku” jaką otrzymałem od Sabiny i Olka z Bielska Białej – mam nadzieję że pamiętacie tę przesympatyczną Parę. Cyt:

“A więc zacznę może od początku pierwszy kontakt super, przyjemna rozmowa telefoniczna, rzeczowa i konkretna, sprawa dogadania się i zarezerwowania terminu bez zbędnych ceregieli. Pierwszy kontakt wzrokowy tez wydaje się dobry myslię sobie, chyba naprawdę dobrze wybraliśmy.
I Co – to chyba by było na tyle z pozytywów – później było już tylko gorzej.

A dokładnie : Wesele – “gość” jest punktualny, niby wszytko ok ale, stwarza w wokół siebie potworne zamieszanie lata z plecakiem i fotografuje wszystko co tylko można, zmienia obiektywy, krząta się ustawia, narzeka na światło, pomieszczenie, za dużo ludzi, nie daj żeby w kadr wszedł mu kamerzysta lub ktokolwiek z gości z aparatem. No ale może to tylko my jesteśmy w tym dniu nerwowi – myślimy damy mu jeszcze szanse.
Impreza na sali – kontynuacja poprzedniego zachowania, nadal lata jak opętany, zamiast robić zdjęcia gdy wszyscy się bawią, on je bo akurat podali coś do jego stolika.
Plener : czekamy na niego 2 miesiące (albo wyjeżdża na urlop, albo zła pogoda, albo jest zawalony praca – ogólnie nie ma czasu przyjechać) w końcu dotarł, mamy do siebie lekki dystans ale zobaczymy co zaproponuje, wiec : inwencji własnej brak, tłumaczy się ze jest nie na swoim terenie i ciężko mu znać jakieś przyzwoite miejsc do wykonania sesji plenerowej, gdy już my coś proponujemy, zaczyna się wykręcać ze jest źle światło, zdjęcia nie wyjdą, tudzież jest zbyt niebezpiecznie. Na zaproponowane przez nas 4 plenery 2 odpadły od razu, a kolejne 2 skończyły się po 5 zdjęciach. Przy okazji chłopak załatwia swoje interesy, karząc nam na siebie czekać w weselnych strojach. Sesja zdjęciowa trwała 11 h z czego wyszło jakieś 30 zdjęc – tragedia.

Koniec współpracy – po kolejnym miesiącu oczekiwań otrzymujemy wstępna wersję zdjęc, miniaturki wielkości większego znaczka pocztowego są dostępne na jego stronie internetowej, nie dość ze nic nie widać, to jeszcze chodzi to wolno jak flaki z olejem. Karze nam wybrać 70 do dużego albumu i 100 do małego. Siedząc z lupa udaje nam się coś wybrać, by po kolejnych 3 tygodniach otrzymać w końcu wersje papierowa. Zaskoczenia czy tez niespodzianki brak, album obskurny podobno sprowadzany z francji, ale wygląda jak kupiony na targu, zdjęcia krzywo wklejone, do tego popalcowane. Mały nie lepszy, z ta tylko różnica ze zdjęcia w formacie najtańszym (najmniejszym) i wywołane chyba przez laika, bo kolory zupełnie odbiegają od rzeczywistości.

Podsumowywując może jednak lepiej się zastanówcie czy chcecie takiego fotografa bo jeśli nie …
to szczerze proponuje : Pana Adama Ludwika !!!
- gdyż wszystko co powyżej nie powinno wam się przydarzyć, nam przynajmniej się nie przydarzyło, wręcz przeciwnie milo i przyjemnie spędziliśmy czas zarówno przed, w trakcie jak i po weselu, a wynikiem tej współpracy są zdjęcia na których po raz pierwszy podobamy się sobie i możemy je oglądać, oglądać i jeszcze raz oglądać. Jesteśmy z nich naprawdę bardzo zadowoleni, a dodatkową przyjemność sprawia fakt że każda osoba oglądająca je jest zachwycona. Lepiej nie można było wybrać. Przy najbliższej okazji na pewno nie będziemy szukać nikogo innego. POLECAMY !!!

Od siebie chcę dodać tylko dwie rzeczy : Brak mi słów i BARDZO DZIĘKUJĘ . A do Olka którego słowa mogliście czytać powyżej możecie się uśmiechnąć gdyż zdjęcie z jego “uśmiechem” zajęło dość wysokie miejsce w kategorii tematycznej “Pan Młody”.

Your email is never published or shared. Required fields are marked *

*

*

There was an error submitting your comment. Please try again.

T w e e t s
I n s t a g r a m
F a c e b o o k